Uwielbiam Philippę Gregory. Czytam tę samą historię już po raz czwarty (mam na myśli cykl o Wojnie Kuzynów), ale z racji tego, że za każdym razem opisywana jest z innej perspektywy, nie ma się wrażenia potórzenia. Jej książki są fascynujące i nowa powieść tylko potwierdza klasę Philippy Gregory. Polecam.
Uwielbiam historię i powieści historyczne, interesuje mnie wszystko co związane jest z życiem ludzi w dawnych czasach (od życia codziennego do medycyny). Ta książka to wspaniałe uzupełnienie wiedzy na temat przeszłości, daje pełny pogląd na to jak ludzie wyglądali, jak się czesali i jakimi dodatkami uzupełniali stroj. Polecam!
Po przeczytaniu czterch książek Paulliny Simons (wszystkim dałam najwyższą ocenę) stwierdzam, że już chyba nie sięgnę po inne jej książki. Jestem czytelniczką, która jeśli książka jest umiejętnie napisana, wciąga mnie i szarpie emocjonalnie. Książki tej autorki działają na mnie zbyt mocno i sprawiają, że w momencie czytania zamykam się na świat. Mimo wszystko polecam, gdyż są świetnie napisane, ale ja chyba jestem zbyt wrażliwa.
Książka byłaby całkiem ciekawa gdyby proces dedukcji bohaterów nie był taki wydumany, a niekiedy wręcz absurdalny. Przez to i dziwaczne zakończenie powieść wiele traci.
1
Wspaniałe zakończenie genialnej trylogii. Książki Marka Hoddera zawierają wszystko to, co uwielbiam: steampunk, zakłócenie kontinuum czasoprzestrzennego, humor, świetny styl i język pisarza. Dodatkowo jeszcze przepiękna, według mnie, oprawa książek. Polecam wszystkie części.
Dwa ostatnie opowiadania ratują tą książkę, chociaż "Bukiecik" mógłby być trochę bardziej rozbudowany. Jeżeli chodzi o twórczość Kim Harrison to podejrzewam, że po tym opowiadaniu i "Umarli czasu nie liczą" więcej nie sięgnę po jej dzieła. Jedyne co mnie zastanawia to fakt jak Stephenie Meyer, autorka tak cudownej książki jak "Intruz" mogła stworzyć coś takiego. Po "Zmierzchu" i "Księżycu w Nowiu" to opowiadanie zaczyna mnie utwierdzać w przekonaniu, że "Intruz" jest dziełem jednorazowego przypływu geniuszu autorki.
Wszystkim zainteresowanym podaję zapis fonetyczny imienia głównej bohaterki: /skailer/ Jeżeli chodzi o samą książkę, wykonanie piękne, treści brak. Gdyby pozbyć się pierwszych 200 stron, na których były jedynie marki i nazwiska, które nic mi nie mówią, może coś dałoby się z tej książki zrobić. A tak to okropnie mnie wynudziła. Jedynym plusem jest to, że szybko się czyta, więc męczarnia nie trwała długo.
Bardzo dobra pozycja, nie ma rozwlekania akcji, wszystko szybko się dzieje. Na początku nie przekonywał mnie wiktoriański nastrój, coś nie mogłam go poczuć, później było znacznie lepiej. Podobały mi się emocje bijące ze stron książki, a także styl pisania autorki.
Długo byłam namawiana na przeczytanie tej pozycji. Opory oczywiście spowodowała nudna saga "Zmierzch" (stwierdzam to po dwóch pierwszych tomach, dalej raczej nie dam rady - chyba, że dopadnie mnie wielki kryzys i nie będę miała co czytać). Stwierdzam jednak, że było warto. Żadna książka nie wywołała we mnie tylu emocji, łez (czytałam po nocy, żeby mąż nie widział, hehe). Myślałam o niej jeszcze długo po zakończeniu. Czytałam już dwa razy i wrócę jeszcze nie raz. Zdecydowanie moja ulubiona.
Po przeczytaniu opisu książki, pomyślałam, że będzie to przyjemna lektura z miłością i podróżami w czasie w tle (tak przynajmniej sugerowała okładka). Wspomniane elementy pojawiły się jednak dopiero na ostatnich 20 stronach. A tak to książkę zapełniają albo naukowe opisy albo wulgaryzmy, przez które książka bardzo dużo traci.
Książki ciekawe, ale bardzo schematyczne. Wszystko dzieje się według następującego wzoru: dziwne wydarzenie, nowy chłopak w szkole, coś straszy bohaterkę w ciemnościach, impreza, przygotowania do walki, zachwyt nad rezultatem przygotowań, walka, zwycięstwo, pocałunek.